Hejo hej! Udało mi się skończyć drugi rozdział czegoś co jeszcze nie ma tytułu. Także jakby ktoś miał pomysł na tytuł to piszcie. No i po prostu zapraszam do czytania opowiadania i całego bloga, który dopiero się rozwija!
Rozdział 2
W całym domu
paliły się światła. W korytarzu stał mój starszy brat Jack.
Opierał się o ścianę, drugą przytykał do nosa. Na czarnej
skórzanej kurtce zauważyłam świeżą krew. Zdejmując buty
obrzucił nas krótkim spojrzeniem. Gdy jego wzrok spoczął na mnie
wydawał się pełen troski i rozczarowania. Nagle z pokoju dobiegł
mnie szloch babci i po chwili wybiegł z niego Gabriel.
- Boże, Jack! Co ci
się stało?
- Pogadamy później
– odpowiedział wymijająco – Co jej podałeś? - zwrócił się
do Lucasa.
- Czemu z góry
zakładasz, że to moja wina?!
- Bo znam cię od
urodzenia i od urodzenia robisz głupie rzeczy?
Brat podszedł do
mnie i wyręczył mnie w pomaganiu pokrzywdzonej. Chłopaki
skierowali się do kuchni, a ja powlokłam się za nimi. Po chwili
przywędrowała babcia zalana łzami. Objęła mnie z taką siłą,
że zabrakło mi tchu, a później odwróciła się do kuchenki i
wstawiła wodę na herbatę. Jack podszedł do niej i szepnął coś
na ucho, czego żadne z nas nie usłyszało i babcia wróciła do
swojego pokoju.
- Więc powiesz mi w
końcu co zaszło? - oparł się o brzeg kuchenki i skrzyżował
ręce.
- Widać, że
jesteście rodziną.
Chłopak powtórzył
to samo co wtedy mnie. Will przybrał tą samą reakcję.
- Mówisz tak jakbyś
miał ją gdzieś – ten sam oskarżycielski ton. Naprawdę jesteśmy
do siebie podobni.
- Stary, nie
pierdol! - krzyknął w odpowiedzi. Pewnie znowu by była powtórka z
rozrywki, ale przy Allie nic nie powie.
Po tym w całej
kuchni zapadła cisza. 15-latka spojrzała na chłopaka, jakby
zrozumiała jego słowa i ukryty w nich sens. Lucas miał strach
wypisany na twarzy. Bał się, że właśnie wygadał tajemnicę
swojego życia.
Coś
o czym wiedziałam ja, mój brat i Will. W sumie to każdy widział
co i jak, ale Allie zdawała się tego nie zauważać. Była ślepa
na jego uczucia. A on nie chciał jej nic powiedzieć. Nie lubił być
w stanie zakochania. Jego to przerastało, miał tego dosyć. Bał
się miłości i bał się rozmawiać szczerze o uczuciach. Nawet my
jako przyjaciele musieliśmy czytać między wierszami jeśli
chcieliśmy z nim porozmawiać o jego temacie tabu.
Na
razie nie miał się czego bać. Po atakach była w stanie
odrętwienia. Nie docierały do niej w pełni słowa wypowiedziane z
ust innych osób. Wyłapywała tylko pojedyncze z nich. Jej
wzrok z jednej strony był nieobecny. Z drugiej pełen wdzięczności,
ale też i lekkiego strachu. Nagle cisze przerwał gwizd czajnika.
Jack wyjął z szafki cztery szklanki w których zaparzył herbatę.
Jedną nakazał zanieść Gabrielowi do pokoju babci. Resztę
postawił przed nami.
-
Tak w ogóle to dlaczego zostawiłeś ją tam samą? - zapytał mój
19-letni brat siadając w rozkroku na krześle. Swoją obecnością w
momencie wypowiadania tych słów zaszczycił nas Gabriel wspinając
się na moje kolana. Mimo, iż skończył 13 lat nadal nie pozbył
się nawyku, który wyrobił sobie po odejściu rodziców.
-
Problemy natury technicznej – odparł cicho patrząc na wrzący
napój w szklance tuż przed jego nosem. Jack nic nie odpowiedział
tylko uśmiechnął się tajemniczo.
Gdy
wypiliśmy herbatę dziewczyna wróciła już do siebie. Wyglądała
prawie tak samo jak zawsze. Odzyskała już zdolność mówienia więc
mogliśmy usłyszeć historię, której brakowało w opowieści
naszego zakochańca.
-
No więc od czego mam zacząć? - usłyszeliśmy jej głos po raz
pierwszy od akcji ratowniczej.
-
Najlepiej od początku – uprzedził nas niespodziewanie Gabriel.
-
Męczyłam Lucasa, aby mnie zabrał na tę imprezę od jakiegoś
tygodnia – Katie jak wszystkie księżniczki planowała imprezę z
co najmniej miesięcznym wyprzedzeniem – Nie mówiłam wam nic, bo
wiedziałam, że będziecie mieli takie miny jak teraz – nasz wzrok
mógł zabić – Wszystko było okey dopóki Lucas nie zostawił
mnie samej. Podeszła do mnie Katie. Dała mi rzekomo wodę,
pogadałyśmy chwilę i sobie poszła. W pewnej chwili zrobiło mi
się zimno i źle się poczułam. Na szczęście wrócił Lucas i
mnie stamtąd zabrał. Resztę już chyba wiecie. Tak w ogóle Allie
dzięki za uratowanie życia… znowu – po chwili zastanowienia
dodała – Po drodze zaczęłam mieć omamy, wydawało mi się, że
widzę krasnoluda, heh – wydała z siebie cichy śmiech.
Spojrzałam
na starszych chłopaków, którzy wymienili ze sobą znaczące
spojrzenia. Wydawało mi się to dziwne, ale już nic nie
powiedziałam.
#
# #
Gdy
sobie poszli wróciłam do łóżka. Potrzebowałam odespać tę noc.
Kiedy leżałam w łóżku drzwi otworzyły się z rozmachem i stanął
w nich Jack.
„A no tak. Zapomniałam, że jeszcze ja będę musiała się
tłumaczyć” pomyślałam i
wróciłam do pozycji siedzącej.
- Wiesz jak się o ciebie
martwiliśmy człowieku?! Mogłaś chociaż kartkę zostawić, że
idziesz ludzia ratować! Cały dom na nogi postawiłaś! Małemu
śniły się koszmary a jakby tego było mało to jeszcze ciebie w
łóżku nie zastał! Jak myślisz co pomyślał? Był pewien, że go
zostawiłaś jak ci tchórze, którzy przez 9 lat mojego życia
śmiali się nazywać moimi rodzicami! Jeszcze telefonu nie raczyłaś
ze sobą zabrać, no bo po co? Niech inni się zamartwiają najlepiej
mieć to w dupie! - krzyczał wyrzucając ręce w góre.
- Sądzisz, że wiem co robić gdy o 3 rano wyrywa mnie z łózka
zdenerwowany głos przyjaciela? Myślałam, ze będziecie spali i
obudzę was dopiero gdy wrócę – nie miałam siły żeby się
kłócić. Nie z nim – Przepraszam.
Gdy to usłyszał podszedł do mnie
i przytulił jakby chciał żebym zapomniała o dzisiejszej nocy.
Poczułam, że po policzkach spływają mi łzy. Nagle do mojego
umysłu wdarło się jedno słowo i krążyło po nim domagając się
wyjaśnienia. Rodzice.
- Jack – zaczęłam cicho. Chyba wiedział, że zacznę poruszać
drażliwy temat, bo odsunął się ode mnie i powoli wstał –
dlaczego tak bardzo nienawidzisz rodziców? Nadal masz do nich żal
za to, że nas zostawili?
Stał koło drzwi. Spuścił głowę
i pokręcił nią jakby chciał powiedzieć, że nadal przez tyle lat
nic nie zrozumiałam.
- Nie chodzi o to, że nas zostawili, ale o to w jaki sposób.
- Po prostu pewnej nocy wyjechali i tyle. Przecież mogło być
gorzej – gadałam jakbym nadal miała 12 lat.
- Nie Willow. Tej nocy ty spałaś niczego nie świadoma. Ja się
obudziłem. Rozmawiałem z nimi. I wiesz co mi powiedzieli? -
pokręciłam głową. Miał rację. Przez te 10 lat żyłam niczego
nie rozumiejąc – Willow oni mi powiedzieli, że mógłbym umrzeć,
a oni i tak by to mieli gdzieś – rzucił mi ostatnie spojrzenie. W
oczach miał łzy, patrzył na mnie nimi przez sekundę po czym
zamknął drzwi.
Zerwałam się z łózka i pobiegłam za bratem. Zanim zdążyłam
otworzyć drzwi zrobił to Gabriel. Rzucił mi się w ramiona.
Podniosłam go i zabrałam do swojego łóżka. Położyłam się
koło niego.
„Ma 13 lat, a zachowuje się na jakieś 5. Musimy go wreszcie
nauczyć być prawdziwym chłopakiem. Coś czuje, że po obudzeniu
czeka mnie poważna rozmowa z Jackiem o naszej rodzinie.”
Ostatnia myśl przed pójściem w objęcia snu.
Green