Był
pierwszy dzień szkoły. Usiadłam na schodach koło bocznego
wejścia. Przeprowadziłam się z wami do Końskich niecały tydzień
temu, a już miałam dość tego miejsca. To miała być kolejna
szkoła z której wyrzucili by mnie w przeciągu kilku miesięcy,
gdzie z nikim bym się nie dogadywała, siedziała sama słuchając
monotonnych lekcji nauczycieli. Schowałam głowę w rękach opartych
na kolanach. Poczułam, że łzy napływają mi do oczu. Próbowałam
je stłumić, ale na nic się to zdało, ponieważ zaraz poczułam
jak spływają mi po policzkach. Podgłosiłam muzykę i próbowałam
odizolować się od reszty świata. Pomimo piosenki Perfectu
włączonej na cały regulator, słyszałam czyjeś kroki zbliżające
się w moją stronę. Podniosłam głowę i szybko otarłam łzy
rękawem mojej starej, zniszczonej, fioletowej bluzy. Zobaczyłam
wysokiego szatyna. Stał nade mną i uśmiechał się w taki sposób
za który miałam ochotę go uderzyć. Usiadł koło mnie i kazał
przestać płakać. Powiedział, że ta szkoła nie jest taka zła na
jaką wygląda i są tutaj jeszcze dobrzy ludzie, a mówiąc to
wskazał na siebie. „I do tego jacy skromni” pomyślałam i zanim
zdążyłam to wypowiedzieć, on zaczął mnie wypytywać o mój
wiek, imię, klasę oraz inne rzeczy bez znaczenia. Kiedy chciałam
zabawić się w detektywa zadzwonił dzwonek oznajmiający zaczęcie
się tej katorgi - początek lekcji. Chłopak wstał, ale zahaczył
nogą o plecak leżący na ziemi i zanim się obejrzałam, leżał
twarzą przyciśniętą do betonu. Jedyne co słyszałam to jego
cichy, bolesny jęk- „Żyję”. Dzięki niemu z mojej twarzy
zniknęły łzy i pojawił się uśmiech. Kiedy się podniósł,
sarkastycznie podziękował mi za udzieloną pomoc.
Po
pięciu minutach dotarło do nas, że powinniśmy być właśnie na
lekcji. Zaczęliśmy powoli kierować się do głównych drzwi.
Odprowadził mnie pod klasę. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć
usłyszałam jego krzyk z końca korytarza oznajmiający, iż ma na
imię Fabian i gdybym chciała go znaleźć to chodzi do 2F.
Nacisnęłam mosiężną klamkę i weszłam do sali. Nauczycielka
była akurat na zapleczu, ale wyszła w momencie gdy dochodziłam do
ostatniej ławki. Dało się słyszeć jej krzyk. Nie chciała
wierzyć jakie to dzisiejsze nastolatki są okropne i nie mają w
sobie w ogóle taktu i wyczucia czasu. Przez pół lekcji narzekała
na moją osobowość, przez resztę tłumaczyła nam zasady
savoir-vivre. Na przerwie szukałam chłopaka, którego poznałam
jako pierwszego w Ustrzykach. Znalazłam go otoczonego kolegami pod
salą od matematyki. Podniósł wzrok, zobaczył mnie w tłumie
licealistów, pomachał i dał znak żebym do nich podeszła.
Usiadłam na korytarzu między nim, a przystojnym blondynem, na
którego punkcie jak się potem dowiedziałam, szalały wszystkie
dziewczyny i miały mi za złe to, że odkąd pojawiłam się w
szkole zaczęłam się z nim dogadywać. Miał na imię Michał, był
przyjacielem Fabiana, a po kilku miesiącach również i moim. Na
koniec przerwy poznałam ostatniego osobnika z którym spędziłam
lata w liceum. Usiadł za mną i zanim zdążyłam wykonać
jakikolwiek ruch, objął mnie i przyciągnął do siebie tak mocno,
że nie dałam rady ruszyć żadną częścią mojego ciała.
Gabriel. Miał prawie dwa metry i uwielbiał szydzić z mojego
niskiego wzrostu. Nigdy z jego ust nie usłyszałam mojego
prawdziwego imienia – Alicja - zawsze byłam dla niego po prostu
Krasnalem.
Tak
znalazłam przyjaciół. Mijały z nimi tygodnie, rozumieliśmy się
jeszcze bardziej, a ja byłam coraz mniej lubiana przez dziewczyny.
Pokazali mi wszystkie zakątki Ustrzyk i okolicznych wsi.
Po
miesiącu Gabriel zaprosił mnie do siebie. Zrobił to w taki sposób
jakbym była jego dziewczyną i miała przyjść na romantyczny
obiadek z teściami… Mieszkał z mamą i dwoma braćmi - Alkiem
(który właśnie siedzi ze mną w szpitalu i robi za niańkę) oraz
Mikołajem (ten wdał się w bójkę o dziewczynę z kilkoma jej
byłymi. Idioci zadali mu kilka raz ciętych w głowę i brzuch i
wykrwawił się na miejscu, co dowodzi tylko tego, że dziewczyny są
złe i większość rzeczy to ich wina). Przychodziłam do niego
zawsze po szkole. Zżyłam się z nimi. Lubiłam ich i to z
wzajemnością. Tak samo było z rodziną Fabiana. Tylko, że jego
rodzice żyli razem, mieli dystans do świata, szanowali każdą
decyzję syna, nawet tą o której istnieniu nigdy bym nie pomyślała.
Ani razu natomiast nie byłam u Michała. Nie poznałam jego rodziny.
Nawet
nie miałam pojęcia, że jestem taka tolerancyjna! Odkryłam kolejną
cechę dzięki nim. Tak dokładniej uświadomili mnie o tym (i nie
tylko) w wakacje 2007 roku w lipiec bodajże (dokładnie nie pamiętam
bo to jedna z wielu rzeczy o której zapomniałam po wypadku).
Siedziałam na schodach prowadzących do domu Fabiana, z nim właśnie,
czekając na Gabriela. Kiedy wreszcie dotarł, odrzucił rower i
stanął naprzeciwko mnie z wstającym powoli szatynem. Owijali dosyć
długo w bawełnę, gdy wreszcie przeszli do sedna. „Znamy
się już na tyle długo, żebyś wiedziała iż jesteśmy… trochę
inni niż wszyscy… a tak dokładniej… homoseksualistami...”
dokładnie tak brzmiały jego słowa. Mojej reakcji ci nie opiszę,
ponieważ zbytnio jej nie pamiętam. Zresztą mało zostało mi w
pamięci z tamtego dnia, tylko tyle jak to się wszystko zaczęło i
dlaczego oraz że są razem… To była najdziwniejsza rzecz jakiej
się dowiedziałam, ale była do przyjęcia. Oni akceptowali w pełni
mnie więc ja ich też.
Nie będę ci opisywać tutaj moich przygód z chłopakami, ponieważ większość z nich znasz (opowiadałam ci je jak bywałam na haju, pod wpływem alkoholu ale w stanie zupełnej trzeźwości też), a jeśli ich nie znasz to znaczy, że nie są warte uwagi. Dowiesz się stąd jeszcze jednej rzeczy, tej przez którą zdecydowałam się napisać o ostatnich latach. Mianowicie wypadku.
Nie będę ci opisywać tutaj moich przygód z chłopakami, ponieważ większość z nich znasz (opowiadałam ci je jak bywałam na haju, pod wpływem alkoholu ale w stanie zupełnej trzeźwości też), a jeśli ich nie znasz to znaczy, że nie są warte uwagi. Dowiesz się stąd jeszcze jednej rzeczy, tej przez którą zdecydowałam się napisać o ostatnich latach. Mianowicie wypadku.
Wybraliśmy
się na Mazury, doskonale to wiesz jak i o tym co tam robiliśmy,
ponieważ często dzwoniłeś, ale nie wiesz co spowodowało mój
pobyt w szpitalu.
Wracaliśmy.
Siedziałam z tyłu z Gabrielem. Michał i Fabian, który kierował,
byli z przodu. Nagle chłopak stracił panowanie nad kierownicą, nie
mógł zapanować nad pojazdem. Samochód skręcił na przeciwległy
pas ruchu. Właśnie wtedy nadjeżdżała pędząca ciężarówka.
Szatyn starał się zawrócić auto, ale nie dał rady. To był już
koniec, nie mogliśmy nic zrobić. Gabriel chciał, żebym przeżyła
bez względu na to czy miał poświęcić za mnie życie. Przysunął
się w moją stronę i zasłonił własnym ciałem w momencie
uderzenia. Wpadliśmy do rowu. Nie czułam już oddechu przyjaciela
na swoich plecach. Czułam tylko krew spływającą z mojego nosa i z
jego ciała. Potem widziałam już ciemność, a po ocknięciu ściany
szpitala i twarz Alka...
Oni
nie umarli. Są ze mną nadal. Widzę ich, przychodzą do mnie zawsze
gdy jestem sama. Nie chcą tu być przy innych. Chyba się ich boją,
ale nie wiem nie zdradzają mi powodu. Nie mówią mi też gdzie są,
słyszę tylko że mam tu zostać i ich nie szukać. Wolą żebym
została w Ustrzykach i nie szła do „lepszego miejsca” jak oni
to określają, nigdy się chyba nie dowiem o jakie miejsce chodzi.
Gdy pytam się o to mojej terapeutki Ireny ona zmienia temat.
W
szpitalu nie ma prawdy, ale nie ma też kłamstw są tylko sekrety,
tajemnice. Alek próbuje mi uświadomić co się dzieje, on jeden
wierzy mi, że widzę Fabiana i Gabriela.
To
są moje jedyne wspomnienia, pamiętam tylko ostatnie trzy lata. Te z
nimi, z przyjaciółmi. Nie przypominam sobie wielu szczegółów z
wcześniejszego życia, tylko dzień w którym się urodziłeś
braciszku. Wszystko opisuję dla ciebie, piszę tu to czego nigdy nie
miałam odwagi ci powiedzieć w twarz, z różnych powodów. Liczę
na to, że kiedyś to znajdziesz, przeczytasz i dopiszesz koniec.
Odeszła. Pięć lat temu.
Przez sen. Chociaż nie umierała w bólu i cierpieniu.
Jestem jej bratem – Bartek -
znalazłem jej historię dopiero dzisiaj. Po tylu latach od spisania.
Dokończyłem opowieść. Na pewno nie tak jakby ona to sobie
wyobrażała, ale przynajmniej spełniłem jej ostatnią wolę.
Green
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz