- Sen Willow ( głównej bohaterki i narratorki )
- Pamiętnik Willa.
Pamiętnik będę wprowadzać (przynajmniej mam taką nadzieję) co kilka rozdziałów aby wyjaśnić i pokazać sytuację u Willa i tą prawdziwą wersję wydarzeń, którą rzekomo opowiada Jack (brat Willow). Rozdział może być lekko nie zrozumiały, ale postaram się to wszystko wyjaśniać dalej. Wpadłam już na tytuł - Andergrand. Tutaj się mniej więcej wyjaśni czemu taki. Mam nadzieję, ze wszystko co chciałam to już napisałam.
Z racji tego, że Potterheadzi mieli wczoraj swój dzień to życzę wszystkim Potterheadom najlepszego!
♪
Drobna
uwaga dla mojej BESTFRENDEVER: i co?! Napisałam ten rozdział trzeci
i nawet mam już tytuł! BUJA :D a ty jeszcze raz we mnie zwątpij...
#3
Obudziło mnie
uderzenie w twarz. Zobaczyłam nad sobą trójkę czegoś, co
przypominało zamienione osoby ( i kurczaki) w „Magicznym
Mieczu”. Zabrali
kołdrę, która nie wyglądała na moją. Zrzucili mnie z łóżka,
kazali wstać, w jakimś dziwnym języku, który o dziwo zrozumiałam.
Uderzyli mnie pałką bejsbolową pod kolana przez co upadłam.
-
Po jaką cholerę kazaliście mi wstawać skoro i tak mnie
wywaliliście? - usłyszałam głos Willa. Chciałam go odnaleźć
lecz nie byłam w stanie poruszyć głową. Zignorowali jego uwagę.
Związali mi z tyłu ręce i nogi, w taki sposób abym mogła sama
chodzić. Prowadzili mnie jak psa na smyczy. Wyszliśmy z pokoju i
skierowaliśmy się do schodów. Przez uchylone drzwi zobaczyłam
śpiącą Allie i wtedy do mnie dotarło, że jestem w domu Willa.
Zepchnęli mnie ze schodów. Nie czułam bólu, w sumie nie czułam
nic. Znowu
usłyszałam jego głos. Tym razem był to krzyk cierpienia. Para
stworków zaczęła mnie kopać abym wstała i ruszyła dalej. Jak
chcieli tak uczyniłam. Po chwili wyszliśmy z domu. Na ulicy paliło
się kilka latarni. Jak zawsze było pusto. Podczas całej wędrówki
byłam bita i popychana. Doprowadzili mnie na tyły opuszczonej
fabryki położonej 2 mile od mojego domu. Otworzyli studzienkę
kanalizacyjną i wepchnęli do środka. Znowu gleba i jego krzyk.
-
Heloł ja nadal mam czucie w każdej części ciała i uwierzcie, że
upadki bolą!
Szliśmy
prosto i po jakiś 10 minutach skręciliśmy w prawo przy czym mój
nos zderzył się ze ścianą. Ceglany mur zaczął się rozsuwać
ukazując zupełnie inny świat. Wzdłuż ścieżki rosły wielkie,
różnokolorowe grzyby przypominające
muchomory. Moją pierwszą myślą było to jakim cudem wyrosły w
ciemności, co z tego, że po prawej wgłębi korytarza dało się
słyszeć krzyki umierających i torturowanych osób, a po ścieżce
prowadzącej do Światła
szły centaury. Tak, najlepiej przecież myśleć o tym dlaczego
grzyby rosną! Zanim skierowaliśmy się do miejsca jęków, mignęła
mi drewniana tabliczka z napisem Łelkom
tu Andergrand.
Strzałka
w prawo wskazywała Lochy
w
lewo Sąd,
a
na wprost do Światła
– Andergrand.
Wrzucili
mnie do pierwszej celi więc nie mogłam się rozejrzeć. Nagle świat
zaczął wirować i po chwili zauważyłam Willa leżącego na ziemi.
Z siłą rozpędzonego jednorożca (który jak mniemam błąka się
gdzieś niedaleko) zostałam odrzucona do tyłu. Odbyłam z powrotem
tą samą podróż prosto do łóżka chłopaka.
13
lipca 2005
Z takiego pięknego
snu o torturowaniu Katie przez te małe gnomy wyrwał mnie Jack.
Musiał zadzwonić w środku nocy no bo jakby to było gdyby
zadzwonił o normalnej porze. Spotkaliśmy się koło studzienki. Jak
zawsze towarzyszyły mi gnomy, jednak nie są na tyle tępe na ile
wyglądają. Po tych „pięknych, wspólnie spędzonych latach”
nauczyły się, aby mi nie ufać. Powiedział, że Willow
zniknęła. Nie dziwię się, że jego pierwszą myślą było
porwanie. Jak już się przekonaliśmy ONI są zdolni
do wszystkiego. Mam tylko nadzieję, że nic poważnego jej się nie
stało i że poszła bez zapowiedzi do Lucasa albo
do Allie. Jack
ma się ze mną skontaktować jak tylko będzie coś wiadomo. U
chłopaków po staremu.
Jack
nadal sam, Lucas
buja się w Allie
ale nie ma odwagi żeby jej to powiedzieć. Ona też żyje… jak na
razie.
Wreszcie
sobie przypomnieli, że jestem głodny! Alleluja! Są już pod celą
także trza chować pamiętnik bo jakoś mi się nie śpieszy, żeby
go znaleźli. Z tego co wiem załatwili sobie jakiegoś tłumacza,
więc robi się tu dla NAS
LUDZI
coraz
gorzej.
Green