Rozdział 1
-Halo -powiedziałam zaspana patrząc na zegarek- Kurwa Lucas jest trzecia w nocy!
Z wściekłości i nie wyspania nie usłyszałam dokładnie jego słów. Zrozumiałam z jego zdenerwowanego bełkotu tyle, że jest z Allie w dawno już opuszczonym domu towarowym na Brixton. Z racji tego, że jestem taką kochaną przyjaciółką, założyłam moje różowe, puchate kapcie w kształcie króliczków, które dostałam na 16-te urodziny od Willa, zabrałam torbę i pociekłam do tych debili w zielonej pidżamie w jednorożce. To połączenie razem z moimi oczojebnymi, niebieskimi włosami i z torbą lego ninjago mojego młodszego brata Gabriela, zawsze wygląda genialnie. Mają szczęście, że dom jest niedaleko mojego miejsca zamieszkania.
„Chociaż noc jest ciepła” przemknęło mi przez myśl, przy zamykaniu drzwi. Jakieś pięć minut po trzeciej byłam już przy nich. Z daleka zobaczyłam klęczącą postać na schodach. Lucas. Zasłaniał czyjeś ciało.
-Pospiesz się do kurwy nędzy! Coś się z nią dzieje!- usłyszałam (jak zresztą okoliczni mieszkańcy też) krzyk przecinający nocną ciszę. Te jego nawyki aby drzeć się wniebogłosy przy „lekkim” zdenerwowaniu.
-Halo -powiedziałam zaspana patrząc na zegarek- Kurwa Lucas jest trzecia w nocy!
Z wściekłości i nie wyspania nie usłyszałam dokładnie jego słów. Zrozumiałam z jego zdenerwowanego bełkotu tyle, że jest z Allie w dawno już opuszczonym domu towarowym na Brixton. Z racji tego, że jestem taką kochaną przyjaciółką, założyłam moje różowe, puchate kapcie w kształcie króliczków, które dostałam na 16-te urodziny od Willa, zabrałam torbę i pociekłam do tych debili w zielonej pidżamie w jednorożce. To połączenie razem z moimi oczojebnymi, niebieskimi włosami i z torbą lego ninjago mojego młodszego brata Gabriela, zawsze wygląda genialnie. Mają szczęście, że dom jest niedaleko mojego miejsca zamieszkania.
„Chociaż noc jest ciepła” przemknęło mi przez myśl, przy zamykaniu drzwi. Jakieś pięć minut po trzeciej byłam już przy nich. Z daleka zobaczyłam klęczącą postać na schodach. Lucas. Zasłaniał czyjeś ciało.
-Pospiesz się do kurwy nędzy! Coś się z nią dzieje!- usłyszałam (jak zresztą okoliczni mieszkańcy też) krzyk przecinający nocną ciszę. Te jego nawyki aby drzeć się wniebogłosy przy „lekkim” zdenerwowaniu.
Gdy
się zbliżyłam zrozumiałam wszystko. To była Allie. Leżała na
najwyższym stopniu. Była blada, miejscami przybierała odcienie
zieleni. Dostała drgawek. Koło drzwi zauważyłam wymiociny, jak
mniemam jej. Zaczęło się. Narządy powoli przestawały pracować.
Umierała.
-Pomóż mi ją posadzić- no i zaczęło się moje rozkazywanie. Moim życiowym celem było zostać ratownikiem medycznym, więc miałam już mniej więcej opanowane ratowanie, a tym bardziej jej.
Gdy już siedziała oparta o ścianę budynku, wyjęłam z torby tabletki oraz butelkę z wodą.
-Masz, musisz zażyć dwie tabletki pamiętasz?- próbowałam przemówić do jej zdychającego rozumu.
-Pomóż mi ją posadzić- no i zaczęło się moje rozkazywanie. Moim życiowym celem było zostać ratownikiem medycznym, więc miałam już mniej więcej opanowane ratowanie, a tym bardziej jej.
Gdy już siedziała oparta o ścianę budynku, wyjęłam z torby tabletki oraz butelkę z wodą.
-Masz, musisz zażyć dwie tabletki pamiętasz?- próbowałam przemówić do jej zdychającego rozumu.
Kiwnęła
ledwo dostrzegalnie głową i sięgnęła drżącą ręką po
butelkę. Wylała prawie połowę zawartości, więc zdecydowałam
się jej pomóc. W oddali słyszałam ciche pojękiwania Lucasa.
Odwróciłam się w jego stronę. Chodził w te i wewte po chodniku,
trzymając głowę rękami, powtarzał w kółko:
„Will mnie zabije. Boże, on mnie zabije. On mi tego nie wybaczy.”
„Will mnie zabije. Boże, on mnie zabije. On mi tego nie wybaczy.”
Zalała
mnie fala wspomnień. Will-
brat Allie, która była jego oczkiem w głowie. Był starszy o te
dwa lata lata, a jednak miał to swoje cholerne 1.85 m. Wyjechał
kilka lat temu i do tej pory ani razu do nas nie przyjechał, nawet
na nasze urodziny. Wysłał tylko prezenty pocztą. Oczy były
najpiękniejsze z niego całego (no może oprócz jego różowych
włosów tak pięknie zrobionych przez Lucasa na różowo).
Niebieskie, w których zatapiała się każda laska, potrafiące
wydobyć ze mnie każdą tajemnicę…
-Strzy… kaw…- cichutki jęk dziewczyny przerywany kaszlnięciami wyrwał mnie z zamyślenia.
-Strzy… kaw…- cichutki jęk dziewczyny przerywany kaszlnięciami wyrwał mnie z zamyślenia.
Pospiesznie wyjęłam z torby strzykawkę o której zapomniałam.
Podciągnęłam rękaw męskiej bluzy o wiele za dużej jak na tak
drobną dziewczynę. Rękaw robił mi na złość i ciągle opadał.
Musiałam zawołać przyjaciela, aby mi pomógł. Nareszcie wbiłam
igłę w żyłę i wpuściłam zawartość do jej wnętrza.
Odetchnęliśmy z ulgą.
Wstałam i zbliżyłam się do 18-latka. Rozległo się głośne
plaśnięcie, gdy moja rozpędzona ręka trafiła w jego policzek,
gdzie został czerwony ślad.
-Co ty sobie myślałeś?! Gdzie ty
z nią byłeś?! Po tylu latach jeszcze do ciebie nie dotarło, że
ona jest chora?! Co jej dałeś?! Nie musisz się martwić, że Will
cię zabije, bo ja z przyjemnością zrobię to pierwsza!- krzyczałam
ile sił w płucach. Byłam na niego wściekła. Dobrze wiedział, że
jest chora. Jej organizm nie potrafi przyjąć alkoholu, papierosów
ani narkotyków. Od choćby najmniejszej dawki może umrzeć- Ona
mogła umrzeć!- wydałam ostatni krzyk. Późniejsze słowa
zamieniły się w szloch- Mogła umrzeć.
Od tak dawna nie dopuszczałam do siebie tej myśli. Lucas widząc
moje łzy spływające po moich policzkach przyciągnął mnie do
siebie i mocno przytulił. Na początku rzucałam się chcąc aby
mnie puścił. Nie dawał za wygraną, więc w końcu zrezygnowałam
i wtuliłam się w jego koszulkę walącą potem i czymś jeszcze
czego nie potrafiłam określić.
-Uspokój się na chwilę i zrób jej jeszcze jeden zastrzyk. Potem
możesz znowu zacząć mnie bić.
Wytarłam łzy o jego koszulkę. Wtedy dotarło do mnie co jeszcze
wyczułam- alkohol. A więc to jej dał?! Wróciłam do dziewczyny.
Wstrzyknęłam jeszcze jedną dawkę leku. Patrzyła na mnie oczami
pełnymi bólu. Próbowałam uśmiechnąć się na poprawę humoru,
ale nic mi z tego nie wyszło. Zauważyła moją zagubioną minę i
pokazała swoje białe zęby na znak, że jest już lepiej. W tym
momencie się uspokoiłam. Odwróciłam się i powróciłam do
przepytywania osobnika płci przeciwnej.
-Więc powiesz mi w końcu co zaszło?- spytałam moim naturalnym
tonem krzyżując ręce na piersi.
-Zabrałem ją na imprezę do Katie. Robiła 16-te urodziny.
Katie.
Dziecko szatanicy. Mam to jebane szczęście i wylądowałam z nią w
klasie… znowu. Żyję z nią od pierwszej klasy podstawówki, a
niestety miałam z nią styczność już wcześniej. Poznałam ją na
dwa lata wstecz podczas urodzin Lucasa- jej kuzyna. Była, hmmm jakby
to ująć żeby nie wyjść na tą złą, chamską i okrutną, dość
pulchną osobą. Szlajała się wszędzie ze swoją cycatą
psiapsiółą, również Katie.
Obie miały brązowe włosy
sięgające do łokci związywane dzień w dzień w kucyk. Ładne nie
były, no ale takie brzydkie też nie. Nakładały tonę makijażu.
Co tydzień zmieniały chłopaka, a potem rozpaczały, że taka
„wielka miłość” się kończy.
-Odpowiadając na jeszcze nie zadane pytanie- kontynuował widząc
moją minę- Ja też jej nienawidzę. To nie była moja decyzja.
Allie chciała iść, chciała choć raz poczuć się normalnie, więc
ją zabrałem. Wszystko było dobrze. Nie piła, nie paliła. Nawet
słowa nie powiedziała, że chce spróbować. Byłem z nią cały
czas. Zostawiłem ją tylko na pięć sekund. Pięć sekund! Jak do
niej wróciłem powiedziała, że źle się czuje, że jej zimno. Z
nosa zaczęła lecieć jej krew. Nie chciała wracać do siebie, więc
zabrałem ją do ciebie. I takim sposobem znaleźliśmy się tutaj-
skończył opowieść rozkładając ręce.
-Mówisz tak jakby ona dla ciebie nic nie znaczyła, jakby to co się
stało było niczym- stwierdziłam oskarżycielskim tonem.
-Wiesz, że to nie prawda, wiesz jak mi na niej zależy. I zdajesz
sobie sprawę z tego, że nie potrafię okazywać uczuć, nawet w
takich sytuacjach- po chwili dodał- Dobra, wiesz już jak jest,
znasz mnie od dawna i powinnaś wiedzieć co czuje nawet jeśli nie
potrafię tego okazać. A teraz możemy skończyć gadać i zabrać
ją ze schodów?- mówiąc to wskazał na opierającą się wciąż o
budynek dziewczynę.
Wyglądała już lepiej, kolory powoli powracały na jej twarz.
Wciąż była zbyt słaba, by iść o własnych nogach. Pomogliśmy
jej wstać i wzięliśmy ją pod ramię kierując się do mojego
domu. Po dziesięciu minutach taszczenia Allie nareszcie dotarliśmy.
Przy otwieraniu drzwi zamarłam.
Green
Green
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz