poniedziałek, 12 października 2015

Andergrand #3

Hejka! Wreszcie udało mi się napisać rozdział 3. Jest krótki, ponieważ jakoś nie miałam na niego weny. Podzieliłam go na dwie części:
- Sen Willow ( głównej bohaterki i narratorki )
- Pamiętnik Willa.
Pamiętnik będę wprowadzać (przynajmniej mam taką nadzieję) co kilka rozdziałów aby wyjaśnić i pokazać sytuację u Willa i tą prawdziwą wersję wydarzeń, którą rzekomo opowiada Jack (brat Willow). Rozdział może być lekko nie zrozumiały, ale postaram się to wszystko wyjaśniać dalej. Wpadłam już na tytuł - Andergrand. Tutaj się mniej więcej wyjaśni czemu taki. Mam nadzieję, ze wszystko co chciałam to już napisałam.

Z racji tego, że Potterheadzi mieli wczoraj swój dzień to życzę wszystkim Potterheadom najlepszego!

Drobna uwaga dla mojej BESTFRENDEVER: i co?! Napisałam ten rozdział trzeci i nawet mam już tytuł! BUJA :D a ty jeszcze raz we mnie zwątpij...






#3

Obudziło mnie uderzenie w twarz. Zobaczyłam nad sobą trójkę czegoś, co przypominało zamienione osoby ( i kurczaki) w „Magicznym Mieczu”. Zabrali kołdrę, która nie wyglądała na moją. Zrzucili mnie z łóżka, kazali wstać, w jakimś dziwnym języku, który o dziwo zrozumiałam. Uderzyli mnie pałką bejsbolową pod kolana przez co upadłam.
- Po jaką cholerę kazaliście mi wstawać skoro i tak mnie wywaliliście? - usłyszałam głos Willa. Chciałam go odnaleźć lecz nie byłam w stanie poruszyć głową. Zignorowali jego uwagę. Związali mi z tyłu ręce i nogi, w taki sposób abym mogła sama chodzić. Prowadzili mnie jak psa na smyczy. Wyszliśmy z pokoju i skierowaliśmy się do schodów. Przez uchylone drzwi zobaczyłam śpiącą Allie i wtedy do mnie dotarło, że jestem w domu Willa. Zepchnęli mnie ze schodów. Nie czułam bólu, w sumie nie czułam nic. Znowu usłyszałam jego głos. Tym razem był to krzyk cierpienia. Para stworków zaczęła mnie kopać abym wstała i ruszyła dalej. Jak chcieli tak uczyniłam. Po chwili wyszliśmy z domu. Na ulicy paliło się kilka latarni. Jak zawsze było pusto. Podczas całej wędrówki byłam bita i popychana. Doprowadzili mnie na tyły opuszczonej fabryki położonej 2 mile od mojego domu. Otworzyli studzienkę kanalizacyjną i wepchnęli do środka. Znowu gleba i jego krzyk.
- Heloł ja nadal mam czucie w każdej części ciała i uwierzcie, że upadki bolą!
Szliśmy prosto i po jakiś 10 minutach skręciliśmy w prawo przy czym mój nos zderzył się ze ścianą. Ceglany mur zaczął się rozsuwać ukazując zupełnie inny świat. Wzdłuż ścieżki rosły wielkie, różnokolorowe grzyby przypominające muchomory. Moją pierwszą myślą było to jakim cudem wyrosły w ciemności, co z tego, że po prawej wgłębi korytarza dało się słyszeć krzyki umierających i torturowanych osób, a po ścieżce prowadzącej do Światła szły centaury. Tak, najlepiej przecież myśleć o tym dlaczego grzyby rosną! Zanim skierowaliśmy się do miejsca jęków, mignęła mi drewniana tabliczka z napisem Łelkom tu Andergrand.
Strzałka w prawo wskazywała Lochy
w lewo Sąd,
a na wprost do Światła – Andergrand.
Wrzucili mnie do pierwszej celi więc nie mogłam się rozejrzeć. Nagle świat zaczął wirować i po chwili zauważyłam Willa leżącego na ziemi. Z siłą rozpędzonego jednorożca (który jak mniemam błąka się gdzieś niedaleko) zostałam odrzucona do tyłu. Odbyłam z powrotem tą samą podróż prosto do łóżka chłopaka.





13 lipca 2005

Z takiego pięknego snu o torturowaniu Katie przez te małe gnomy wyrwał mnie Jack. Musiał zadzwonić w środku nocy no bo jakby to było gdyby zadzwonił o normalnej porze. Spotkaliśmy się koło studzienki. Jak zawsze towarzyszyły mi gnomy, jednak nie są na tyle tępe na ile wyglądają. Po tych „pięknych, wspólnie spędzonych latach” nauczyły się, aby mi nie ufać. Powiedział, że Willow zniknęła. Nie dziwię się, że jego pierwszą myślą było porwanie. Jak już się przekonaliśmy ONI są zdolni do wszystkiego. Mam tylko nadzieję, że nic poważnego jej się nie stało i że poszła bez zapowiedzi do Lucasa albo do Allie. Jack ma się ze mną skontaktować jak tylko będzie coś wiadomo. U chłopaków po staremu. Jack nadal sam, Lucas buja się w Allie ale nie ma odwagi żeby jej to powiedzieć. Ona też żyje… jak na razie.
Wreszcie sobie przypomnieli, że jestem głodny! Alleluja! Są już pod celą także trza chować pamiętnik bo jakoś mi się nie śpieszy, żeby go znaleźli. Z tego co wiem załatwili sobie jakiegoś tłumacza, więc robi się tu dla NAS LUDZI coraz gorzej.






Green

poniedziałek, 5 października 2015

Przyjaźń

Witajcie! Dawno nie było żadnego postu, bo w sumie nie było ani czasu ani weny (twórczej i życiowej), żeby cokolwiek wstawiać. W najbliższym czasie postaram się dokończyć rozdział 3 zaczęty dość dawno temu. Na chwile obecną wstawiam swoje stare opowiadanie konkursowe o przyjaźni (stąd tytuł posta). Pojawia się tam wzmianka o Ustrzykach, ale to tylko dlatego, że chciałabym tam kiedyś pojechać. Miłego czytania!



Był pierwszy dzień szkoły. Usiadłam na schodach koło bocznego wejścia. Przeprowadziłam się z wami do Końskich niecały tydzień temu, a już miałam dość tego miejsca. To miała być kolejna szkoła z której wyrzucili by mnie w przeciągu kilku miesięcy, gdzie z nikim bym się nie dogadywała, siedziała sama słuchając monotonnych lekcji nauczycieli. Schowałam głowę w rękach opartych na kolanach. Poczułam, że łzy napływają mi do oczu. Próbowałam je stłumić, ale na nic się to zdało, ponieważ zaraz poczułam jak spływają mi po policzkach. Podgłosiłam muzykę i próbowałam odizolować się od reszty świata. Pomimo piosenki Perfectu włączonej na cały regulator, słyszałam czyjeś kroki zbliżające się w moją stronę. Podniosłam głowę i szybko otarłam łzy rękawem mojej starej, zniszczonej, fioletowej bluzy. Zobaczyłam wysokiego szatyna. Stał nade mną i uśmiechał się w taki sposób za który miałam ochotę go uderzyć. Usiadł koło mnie i kazał przestać płakać. Powiedział, że ta szkoła nie jest taka zła na jaką wygląda i są tutaj jeszcze dobrzy ludzie, a mówiąc to wskazał na siebie. „I do tego jacy skromni” pomyślałam i zanim zdążyłam to wypowiedzieć, on zaczął mnie wypytywać o mój wiek, imię, klasę oraz inne rzeczy bez znaczenia. Kiedy chciałam zabawić się w detektywa zadzwonił dzwonek oznajmiający zaczęcie się tej katorgi - początek lekcji. Chłopak wstał, ale zahaczył nogą o plecak leżący na ziemi i zanim się obejrzałam, leżał twarzą przyciśniętą do betonu. Jedyne co słyszałam to jego cichy, bolesny jęk- „Żyję”. Dzięki niemu z mojej twarzy zniknęły łzy i pojawił się uśmiech. Kiedy się podniósł, sarkastycznie podziękował mi za udzieloną pomoc.
Po pięciu minutach dotarło do nas, że powinniśmy być właśnie na lekcji. Zaczęliśmy powoli kierować się do głównych drzwi. Odprowadził mnie pod klasę. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć usłyszałam jego krzyk z końca korytarza oznajmiający, iż ma na imię Fabian i gdybym chciała go znaleźć to chodzi do 2F. Nacisnęłam mosiężną klamkę i weszłam do sali. Nauczycielka była akurat na zapleczu, ale wyszła w momencie gdy dochodziłam do ostatniej ławki. Dało się słyszeć jej krzyk. Nie chciała wierzyć jakie to dzisiejsze nastolatki są okropne i nie mają w sobie w ogóle taktu i wyczucia czasu. Przez pół lekcji narzekała na moją osobowość, przez resztę tłumaczyła nam zasady savoir-vivre. Na przerwie szukałam chłopaka, którego poznałam jako pierwszego w Ustrzykach. Znalazłam go otoczonego kolegami pod salą od matematyki. Podniósł wzrok, zobaczył mnie w tłumie licealistów, pomachał i dał znak żebym do nich podeszła. Usiadłam na korytarzu między nim, a przystojnym blondynem, na którego punkcie jak się potem dowiedziałam, szalały wszystkie dziewczyny i miały mi za złe to, że odkąd pojawiłam się w szkole zaczęłam się z nim dogadywać. Miał na imię Michał, był przyjacielem Fabiana, a po kilku miesiącach również i moim. Na koniec przerwy poznałam ostatniego osobnika z którym spędziłam lata w liceum. Usiadł za mną i zanim zdążyłam wykonać jakikolwiek ruch, objął mnie i przyciągnął do siebie tak mocno, że nie dałam rady ruszyć żadną częścią mojego ciała. Gabriel. Miał prawie dwa metry i uwielbiał szydzić z mojego niskiego wzrostu. Nigdy z jego ust nie usłyszałam mojego prawdziwego imienia – Alicja - zawsze byłam dla niego po prostu Krasnalem.
Tak znalazłam przyjaciół. Mijały z nimi tygodnie, rozumieliśmy się jeszcze bardziej, a ja byłam coraz mniej lubiana przez dziewczyny. Pokazali mi wszystkie zakątki Ustrzyk i okolicznych wsi.
Po miesiącu Gabriel zaprosił mnie do siebie. Zrobił to w taki sposób jakbym była jego dziewczyną i miała przyjść na romantyczny obiadek z teściami… Mieszkał z mamą i dwoma braćmi - Alkiem (który właśnie siedzi ze mną w szpitalu i robi za niańkę) oraz Mikołajem (ten wdał się w bójkę o dziewczynę z kilkoma jej byłymi. Idioci zadali mu kilka raz ciętych w głowę i brzuch i wykrwawił się na miejscu, co dowodzi tylko tego, że dziewczyny są złe i większość rzeczy to ich wina). Przychodziłam do niego zawsze po szkole. Zżyłam się z nimi. Lubiłam ich i to z wzajemnością. Tak samo było z rodziną Fabiana. Tylko, że jego rodzice żyli razem, mieli dystans do świata, szanowali każdą decyzję syna, nawet tą o której istnieniu nigdy bym nie pomyślała. Ani razu natomiast nie byłam u Michała. Nie poznałam jego rodziny.

Nawet nie miałam pojęcia, że jestem taka tolerancyjna! Odkryłam kolejną cechę dzięki nim. Tak dokładniej uświadomili mnie o tym (i nie tylko) w wakacje 2007 roku w lipiec bodajże (dokładnie nie pamiętam bo to jedna z wielu rzeczy o której zapomniałam po wypadku). Siedziałam na schodach prowadzących do domu Fabiana, z nim właśnie, czekając na Gabriela. Kiedy wreszcie dotarł, odrzucił rower i stanął naprzeciwko mnie z wstającym powoli szatynem. Owijali dosyć długo w bawełnę, gdy wreszcie przeszli do sedna. „Znamy się już na tyle długo, żebyś wiedziała iż jesteśmy… trochę inni niż wszyscy… a tak dokładniej… homoseksualistami...” dokładnie tak brzmiały jego słowa. Mojej reakcji ci nie opiszę, ponieważ zbytnio jej nie pamiętam. Zresztą mało zostało mi w pamięci z tamtego dnia, tylko tyle jak to się wszystko zaczęło i dlaczego oraz że są razem… To była najdziwniejsza rzecz jakiej się dowiedziałam, ale była do przyjęcia. Oni akceptowali w pełni mnie więc ja ich też.
Nie będę ci opisywać tutaj moich przygód z chłopakami, ponieważ większość z nich znasz (opowiadałam ci je jak bywałam na haju, pod wpływem alkoholu ale w stanie zupełnej trzeźwości też), a jeśli ich nie znasz to znaczy, że nie są warte uwagi. Dowiesz się stąd jeszcze jednej rzeczy, tej przez którą zdecydowałam się napisać o ostatnich latach. Mianowicie wypadku.
Wybraliśmy się na Mazury, doskonale to wiesz jak i o tym co tam robiliśmy, ponieważ często dzwoniłeś, ale nie wiesz co spowodowało mój pobyt w szpitalu.
Wracaliśmy. Siedziałam z tyłu z Gabrielem. Michał i Fabian, który kierował, byli z przodu. Nagle chłopak stracił panowanie nad kierownicą, nie mógł zapanować nad pojazdem. Samochód skręcił na przeciwległy pas ruchu. Właśnie wtedy nadjeżdżała pędząca ciężarówka. Szatyn starał się zawrócić auto, ale nie dał rady. To był już koniec, nie mogliśmy nic zrobić. Gabriel chciał, żebym przeżyła bez względu na to czy miał poświęcić za mnie życie. Przysunął się w moją stronę i zasłonił własnym ciałem w momencie uderzenia. Wpadliśmy do rowu. Nie czułam już oddechu przyjaciela na swoich plecach. Czułam tylko krew spływającą z mojego nosa i z jego ciała. Potem widziałam już ciemność, a po ocknięciu ściany szpitala i twarz Alka...

Oni nie umarli. Są ze mną nadal. Widzę ich, przychodzą do mnie zawsze gdy jestem sama. Nie chcą tu być przy innych. Chyba się ich boją, ale nie wiem nie zdradzają mi powodu. Nie mówią mi też gdzie są, słyszę tylko że mam tu zostać i ich nie szukać. Wolą żebym została w Ustrzykach i nie szła do „lepszego miejsca” jak oni to określają, nigdy się chyba nie dowiem o jakie miejsce chodzi. Gdy pytam się o to mojej terapeutki Ireny ona zmienia temat.
W szpitalu nie ma prawdy, ale nie ma też kłamstw są tylko sekrety, tajemnice. Alek próbuje mi uświadomić co się dzieje, on jeden wierzy mi, że widzę Fabiana i Gabriela.
To są moje jedyne wspomnienia, pamiętam tylko ostatnie trzy lata. Te z nimi, z przyjaciółmi. Nie przypominam sobie wielu szczegółów z wcześniejszego życia, tylko dzień w którym się urodziłeś braciszku. Wszystko opisuję dla ciebie, piszę tu to czego nigdy nie miałam odwagi ci powiedzieć w twarz, z różnych powodów. Liczę na to, że kiedyś to znajdziesz, przeczytasz i dopiszesz koniec.



Odeszła. Pięć lat temu. Przez sen. Chociaż nie umierała w bólu i cierpieniu.

Jestem jej bratem – Bartek - znalazłem jej historię dopiero dzisiaj. Po tylu latach od spisania. Dokończyłem opowieść. Na pewno nie tak jakby ona to sobie wyobrażała, ale przynajmniej spełniłem jej ostatnią wolę.





Green