niedziela, 20 września 2015

#2

Hejo hej! Udało mi się skończyć drugi rozdział czegoś co jeszcze nie ma tytułu. Także jakby ktoś miał pomysł na tytuł to piszcie. No i po prostu zapraszam do czytania opowiadania i całego bloga, który dopiero się rozwija!

Rozdział 2

W całym domu paliły się światła. W korytarzu stał mój starszy brat Jack. Opierał się o ścianę, drugą przytykał do nosa. Na czarnej skórzanej kurtce zauważyłam świeżą krew. Zdejmując buty obrzucił nas krótkim spojrzeniem. Gdy jego wzrok spoczął na mnie wydawał się pełen troski i rozczarowania. Nagle z pokoju dobiegł mnie szloch babci i po chwili wybiegł z niego Gabriel.
- Boże, Jack! Co ci się stało?
- Pogadamy później – odpowiedział wymijająco – Co jej podałeś? - zwrócił się do Lucasa.
- Czemu z góry zakładasz, że to moja wina?!
- Bo znam cię od urodzenia i od urodzenia robisz głupie rzeczy?
Brat podszedł do mnie i wyręczył mnie w pomaganiu pokrzywdzonej. Chłopaki skierowali się do kuchni, a ja powlokłam się za nimi. Po chwili przywędrowała babcia zalana łzami. Objęła mnie z taką siłą, że zabrakło mi tchu, a później odwróciła się do kuchenki i wstawiła wodę na herbatę. Jack podszedł do niej i szepnął coś na ucho, czego żadne z nas nie usłyszało i babcia wróciła do swojego pokoju.
- Więc powiesz mi w końcu co zaszło? - oparł się o brzeg kuchenki i skrzyżował ręce.
- Widać, że jesteście rodziną.
Chłopak powtórzył to samo co wtedy mnie. Will przybrał tą samą reakcję.
- Mówisz tak jakbyś miał ją gdzieś – ten sam oskarżycielski ton. Naprawdę jesteśmy do siebie podobni.
- Stary, nie pierdol! - krzyknął w odpowiedzi. Pewnie znowu by była powtórka z rozrywki, ale przy Allie nic nie powie.
Po tym w całej kuchni zapadła cisza. 15-latka spojrzała na chłopaka, jakby zrozumiała jego słowa i ukryty w nich sens. Lucas miał strach wypisany na twarzy. Bał się, że właśnie wygadał tajemnicę swojego życia. Coś o czym wiedziałam ja, mój brat i Will. W sumie to każdy widział co i jak, ale Allie zdawała się tego nie zauważać. Była ślepa na jego uczucia. A on nie chciał jej nic powiedzieć. Nie lubił być w stanie zakochania. Jego to przerastało, miał tego dosyć. Bał się miłości i bał się rozmawiać szczerze o uczuciach. Nawet my jako przyjaciele musieliśmy czytać między wierszami jeśli chcieliśmy z nim porozmawiać o jego temacie tabu.
Na razie nie miał się czego bać. Po atakach była w stanie odrętwienia. Nie docierały do niej w pełni słowa wypowiedziane z ust innych osób. Wyłapywała tylko pojedyncze z nich. Jej wzrok z jednej strony był nieobecny. Z drugiej pełen wdzięczności, ale też i lekkiego strachu. Nagle cisze przerwał gwizd czajnika. Jack wyjął z szafki cztery szklanki w których zaparzył herbatę. Jedną nakazał zanieść Gabrielowi do pokoju babci. Resztę postawił przed nami.
- Tak w ogóle to dlaczego zostawiłeś ją tam samą? - zapytał mój 19-letni brat siadając w rozkroku na krześle. Swoją obecnością w momencie wypowiadania tych słów zaszczycił nas Gabriel wspinając się na moje kolana. Mimo, iż skończył 13 lat nadal nie pozbył się nawyku, który wyrobił sobie po odejściu rodziców.
- Problemy natury technicznej – odparł cicho patrząc na wrzący napój w szklance tuż przed jego nosem. Jack nic nie odpowiedział tylko uśmiechnął się tajemniczo.
Gdy wypiliśmy herbatę dziewczyna wróciła już do siebie. Wyglądała prawie tak samo jak zawsze. Odzyskała już zdolność mówienia więc mogliśmy usłyszeć historię, której brakowało w opowieści naszego zakochańca.
- No więc od czego mam zacząć? - usłyszeliśmy jej głos po raz pierwszy od akcji ratowniczej.
- Najlepiej od początku – uprzedził nas niespodziewanie Gabriel.
- Męczyłam Lucasa, aby mnie zabrał na tę imprezę od jakiegoś tygodnia – Katie jak wszystkie księżniczki planowała imprezę z co najmniej miesięcznym wyprzedzeniem – Nie mówiłam wam nic, bo wiedziałam, że będziecie mieli takie miny jak teraz – nasz wzrok mógł zabić – Wszystko było okey dopóki Lucas nie zostawił mnie samej. Podeszła do mnie Katie. Dała mi rzekomo wodę, pogadałyśmy chwilę i sobie poszła. W pewnej chwili zrobiło mi się zimno i źle się poczułam. Na szczęście wrócił Lucas i mnie stamtąd zabrał. Resztę już chyba wiecie. Tak w ogóle Allie dzięki za uratowanie życia… znowu – po chwili zastanowienia dodała – Po drodze zaczęłam mieć omamy, wydawało mi się, że widzę krasnoluda, heh – wydała z siebie cichy śmiech.
Spojrzałam na starszych chłopaków, którzy wymienili ze sobą znaczące spojrzenia. Wydawało mi się to dziwne, ale już nic nie powiedziałam.

# # #

Gdy sobie poszli wróciłam do łóżka. Potrzebowałam odespać tę noc. Kiedy leżałam w łóżku drzwi otworzyły się z rozmachem i stanął w nich Jack.
A no tak. Zapomniałam, że jeszcze ja będę musiała się tłumaczyć” pomyślałam i wróciłam do pozycji siedzącej.
- Wiesz jak się o ciebie martwiliśmy człowieku?! Mogłaś chociaż kartkę zostawić, że idziesz ludzia ratować! Cały dom na nogi postawiłaś! Małemu śniły się koszmary a jakby tego było mało to jeszcze ciebie w łóżku nie zastał! Jak myślisz co pomyślał? Był pewien, że go zostawiłaś jak ci tchórze, którzy przez 9 lat mojego życia śmiali się nazywać moimi rodzicami! Jeszcze telefonu nie raczyłaś ze sobą zabrać, no bo po co? Niech inni się zamartwiają najlepiej mieć to w dupie! - krzyczał wyrzucając ręce w góre.
- Sądzisz, że wiem co robić gdy o 3 rano wyrywa mnie z łózka zdenerwowany głos przyjaciela? Myślałam, ze będziecie spali i obudzę was dopiero gdy wrócę – nie miałam siły żeby się kłócić. Nie z nim – Przepraszam.
Gdy to usłyszał podszedł do mnie i przytulił jakby chciał żebym zapomniała o dzisiejszej nocy. Poczułam, że po policzkach spływają mi łzy. Nagle do mojego umysłu wdarło się jedno słowo i krążyło po nim domagając się wyjaśnienia. Rodzice.
- Jack – zaczęłam cicho. Chyba wiedział, że zacznę poruszać drażliwy temat, bo odsunął się ode mnie i powoli wstał – dlaczego tak bardzo nienawidzisz rodziców? Nadal masz do nich żal za to, że nas zostawili?
Stał koło drzwi. Spuścił głowę i pokręcił nią jakby chciał powiedzieć, że nadal przez tyle lat nic nie zrozumiałam.
- Nie chodzi o to, że nas zostawili, ale o to w jaki sposób.
- Po prostu pewnej nocy wyjechali i tyle. Przecież mogło być gorzej – gadałam jakbym nadal miała 12 lat.
- Nie Willow. Tej nocy ty spałaś niczego nie świadoma. Ja się obudziłem. Rozmawiałem z nimi. I wiesz co mi powiedzieli? - pokręciłam głową. Miał rację. Przez te 10 lat żyłam niczego nie rozumiejąc – Willow oni mi powiedzieli, że mógłbym umrzeć, a oni i tak by to mieli gdzieś – rzucił mi ostatnie spojrzenie. W oczach miał łzy, patrzył na mnie nimi przez sekundę po czym zamknął drzwi.
Zerwałam się z łózka i pobiegłam za bratem. Zanim zdążyłam otworzyć drzwi zrobił to Gabriel. Rzucił mi się w ramiona. Podniosłam go i zabrałam do swojego łóżka. Położyłam się koło niego.

Ma 13 lat, a zachowuje się na jakieś 5. Musimy go wreszcie nauczyć być prawdziwym chłopakiem. Coś czuje, że po obudzeniu czeka mnie poważna rozmowa z Jackiem o naszej rodzinie.” Ostatnia myśl przed pójściem w objęcia snu.



Green

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz